Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne / Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne / Inne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2020

Geopark Łuk Mużakowa – niezwykły park krajobrazowy z listy geoparków UNESCO

     Geopark Łuk Mużakowa to kolejny udany projekt transgraniczny. Położony częściowo po stronie polskiej, częściowo po stronie niemieckiej jest niezwykłym pomnikiem przyrody nieożywionej, gdzie piękno natury i niezwykle udana rewitalizacja terenów postindustrialnych stworzyły unikatowy w skali światowej zespół rezerwatów i parków krajobrazowych. Łuk Mużakowa to ciąg wzniesień morenowych położonych na terenie Polski i Niemiec . Powstały one około 340 tys. lat temu w wyniku zlodowaceń południowo i środkowopolskich. Nasuwający się lodowiec o grubości kilku kilometrów uformował na swoim przedpolu wał zbudowany w wyciśniętych na powierzchnię z głębokości ponad 150 metrów piasków, iłów, węgli brunatnych i żwirów. Osady te budują pasma wąskich wzgórz morenowych podzielonych równolegle ułożonymi obniżeniami. Szczególną uwagę zwraca bardzo regularny kształt moreny Łuku Mużakowa widoczny zwłaszcza na zdjęciach satelitarnych czy mapach topograficznych - kształt podkowy otwartej ku północy, o rozpiętości ramion łuku wynoszącej ponad 20 km. Płytkie położenie pokładów węgla brunatnego stanowiło doskonałe warunki do rozwoju kopalnictwa tego surowca.
 Struktura geologiczna wzgórz z wychodniami  węgla brunatnego

 Na obszarze Łuku Mużakowa od drugiej połowy XIX wieku do lat siedemdziesiątych XX wieku czynnych było ponad 70 kopalń , w większości głębinowych. Ich ślady w postaci zatopionych zapadlisk czy wyrobisk spotkamy na znacznym obszarze Ziemi Lubuskiej nie tylko na terenie Geoparku. Po zakończonej eksploatacji górniczej tereny dawnych kopalń odkrywkowych, wyrobisk, zostały zalesione, pozwalając naturze odrodzić się i objąć we władanie olbrzymie tereny postindustrialnych nieużytków. Naturalne procesy przyrodnicze i geologiczne wsparte mądrą aktywnością człowieka dały niezwykłe efekty.
    W polskiej części Łuku Mużakowa znajdują się 154 zbiorniki pogórnicze, których łączna powierzchnia zajmuje ponad 207 hektarów. Największy ze zbiorników tzw Afryka ( nazwa nawiązująca do kształtu zbiornika) ma powierzchnię 19 ha.
Zbiornik "Afryka" . Ujęcie z wieży widokowej.
    Z uwagi na duża zawartość związków mineralnych wytrąconych z pokładów węgli jeziora antropogeniczne posiadają niezwykłe barwy od lazurowo-zielonych po brunatno-pomarańczowe.












 W polskiej części Geopark można zwiedzać po ścieżce pieszo-rowerowej o nazwie :DAWNA KOPALNIA BABINA”. Doskonale utrzymana, wygodna, dostępna także dla niepełnosprawnych rozciąga się pomiędzy Łęknicą i Nowymi Czaplami i liczy około 5 kilometrów długości. Na trasę można również wejść w innych miejscach , lub zejść z trasy odwiedzając geologiczno-przyrodnicze ciekawostki jak chociażby urokliwy rezerwat „Nad Młyńska Strugą” czy strefę podziemnych źródeł cyklicznie wyrzucanych pod ciśnieniem spod powierzchni ziemi.

Podziemne źródła cyklicznie wyrzucając wodę pod cisnieniem

Podziemne źródła

Czaple Nowe - wejście do Geoparku

   Całość Geoparku jest pięknie zaprojektowana, z licznymi, ciekawymi opisami, tablicami informacyjnymi i mapami geologicznymi. Liczne ławki, miejsca odpoczynku usytuowane w malowniczych zakątkach ułatwiają i uprzyjemniają zwiedzanie. Spora atrakcją jest drewniana wieża widokowa o wysokości 24 m, z której podziwiać możemy panoramę wzgórz morenowych po polskiej i niemieckiej stronie. Przy wejściach na ścieżkę znajdują się bezpłatne parkingi- mniejszy w Czaplach Nowych i całkiem spory w Łęknicy. Aby obejść teren Geoparku, sycąc wzrok pięknem jezior, lasów i krajobrazów potrzeba kilku godzin, a i wtedy wychodzi się z uczuciem niedosytu i przeświadczeniem jak wiele jeszcze zostało do obejrzenia. Podobne ścieżki geoturystyczne znajdują się po stronie niemieckiej, Jeżeli dysponujemy dodatkowym czasem warto je odwiedzić.

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Gliwickie KOLEJKOWO - podziwiamy Śląsk w miniaturze

   Dzisiejszy post jest trochę nietypowy. Bo nie odnosi się do wypoczynku w plenerze, chociaż też zachęca do wyjścia z domu. Nie opisuje wprost zabytków, a jedynie ich wierne miniatury. Nie skupia się na budowlach (chociaż są one drobiazgowo i wiernie odwzorowane), a na toczącym się wokół nas życiu, oddając atmosferę i nastrój śląskich miast. Niczym w kadrze najlepszego fotografa utrwala scenki rodzajowe okolicznych zakładów, miast, osiedli. Obserwujemy to, co trwa po dziś dzień , ale także świat, który żegnamy z nostalgią : kopalnie, huty, familoki. Odwzorowanie rzeczywistości jest tak wierne, że oglądając fotografię danej makiety trudno uwierzyć, że nie jest to świat rzeczywisty, a jedynie miniatura.

Nikiszowiec

Gliwicki rynek
Gdzieś na Śląsku

Mówię oczywiście o gliwickim KOLEJKOWIE, które odwiedziłam wczoraj po raz kolejny. I chociaż nazwa wskazuje na świat elektrycznych kolejek i pociągów, to nie one zachwycają najbardziej w tym miniaturowym świecie. Kolejki, pociągi, tramwaje, to wszystko faktycznie jest, jeździ, funkcjonuje, ale bynajmniej nie odgrywa wiodącej roli. Bo głównym bohaterem, tematem przewodnim jest Śląsk, z jego urokami, tradycjami, zabytkami.

Ale po kolei.

KOLEJKOWO to kilka tematycznych makiet. Pierwsze, które pamiętam sprzed lat, odnoszą się do Dzikiego Zachodu, do miasta Gliwice wraz z dworcem, oraz do bliżej nieokreślonego pejzażu górskiego. To co powstało w ostatnim czasie jest tematycznie bardziej jednorodne. Podziwiamy piękną miniaturę gliwickiej radiostacji, miniaturę katowickiego Nikiszowca ze słynnym kościołem św Anny, Hutę Pokój. Najnowszą sezonowo - świąteczną ekspozycją jest bajkowy świat z piernika.
Najbardziej zachwyca w tym niezwykłym miniaturowym świecie dbałość o szczegóły, realizm przedstawianych scen. Domy to nie tylko budynki, to także bogato wyposażone i zamieszkałe wnętrza. Po zmroku możemy przez rozświetlone okna podglądać toczące się w nich życie. Podobnie gliwicki rynek to tętniące życiem sklepy, restauracje, kawiarnie. Nie brakuje graffiti na ścianach budynków, dowcipnych ogłoszeń i afiszy, czy wziętych z życia scen rodzajowych. Z burzowej chmury pada najprawdziwszy deszcz, przed którym uciekają przechodnie.


Sceny z Dzikiego Zachodu
I kilka ciekawostek z przewodnika po ekspozycji: w miniaturowym świecie porusza się 12 pociągów i 58 wagonów na 460 metrach torowiska. Świat zaludnia 3200 figurek ludzi i zwierząt. Odwzorowano 235 budynków. Doba, nieco inaczej niż w realnym świecie trwa 13 minut: dzień 9 minut, noc zaledwie 4 minuty.


Piernikowy, bajkowy świat
Ekspozycja czynna jest codziennie – również w niedziele i święta. Bilety w cenie: 19 PLN normalne i 15 PLN zniżkowe . Jest to z pewnością ciekawa propozycja spędzenia czasu w zimowe, ponure dni, gdy aura nie sprzyja aktywności na świeżym powietrzu.


sobota, 2 lutego 2019

W Pacanowie kozy kują – czyli wędrujemy śladami Koziołka Matołka

   Zażywając zdrowotnych kąpieli w Busku lub Solcu Zdroju warto zajrzeć do pobliskiego Pacanowa, oddalonego od uzdrowisk o zaledwie kilkanaście kilometrów. Bo kto nie pamięta z czasów dzieciństwa słynnych książek Kornela Makuszyńskiego o podróżach Koziołka Matołka
          „W Pacanowie kozy kują
więc Koziołek, mądra głowa,
błąka się po całym świecie,
aby dojść do Pacanowa.”
    Nie wiem jak Państwo, ale ja przez wiele byłam przekonana, że Pacanów to miejsce baśniowe, zrodzone w wyobraźni autora na potrzeby książki. Jakież było moje zdumienie, kiedy mając kilkanaście lat odkryłam, że Pacanów istnieje naprawdę. No i nareszcie po wielu, wielu latach udało mi się odwiedzić to niezwykłe, bajkowe miasteczko.
Koziołek Matołek - skwer na rynku w Pacanowie
    Historia Pacanowa sięga XIII wieku. Prawa miejskie uzyskał w roku 1265 i cieszył się nimi do roku 1869. Usytuowany na skrzyżowaniu dróg łączących Kielce z Tarnowem oraz na dawnym szlaku książęco – królewskim łączącym Kraków z Sandomierzem był prywatnym miastem szlacheckim. Pozbawiony cennych zabytków, ciekawej historii, przemysłu powoli popadał w zapomnienie i ruinę do czasu, ….. gdy lokalni włodarze postanowili wykorzystać bajkową sławę mieściny, kojarzonej z bajkami Kornela Makuszyńskiego i oprzeć rozwój miasteczka na turystyce. Pomysł okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Postać Kozioła Matołka jest wszechobecna w Pacanowie: od pomnika stojącego na mikroskopijnym rynkowym skwerze, po klomby w kształcie kozła, ozdoby, dekoracje. O bajkowym patronie miasta przypominają nazwy ulic, sklepów, restauracji. W końcu to jedyny, lokalny skarb.
Europejskie Centrum bajki  w Pacanowie

Europejskie Centrum bajki  w Pacanowie
    Najważniejszą atrakcją Pacanowa jest Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka: prawdziwa Mekka turystów - tych młodszych i tych całkiem dorosłych. Wchodząc na teren Centrum, przekraczamy magiczną granicę między światem rzeczywistym, a światem fantazji. Zewnętrzne otoczenie Centrum tworzy bajkowy ogród z postaciami z bajek i cytatami ze znanych książek lub kreskówek. Tajemne przejścia, mostki, pergole, place zabaw – wszystko to jest zaledwie preludium przed prawdziwym magicznym światem kryjącym się wewnątrz budynku. Już na wejściu witają nas bajkowe postacie , a potem jest tylko ciekawiej. Centrum oferuje szeroki wachlarz rozrywek: od spektakli teatralnych , po wyprawę do Krainy Północy Soria-Moria, wyprawę do multimedialnej Krainy Baśni lub wizytę w bajkowej bibliotece lub księgarni.
Europejskie Centrum bajki  w Pacanowie
    My po pewnym wahaniu zdecydowaliśmy się na odwiedziny w multimedialnej Krainie Baśni. No bo jakże to tak - starsi państwo a będą bawić się jak dzieci. Ale już na wejściu nasze obawy całkowicie się rozwiały. Zwiedzający w naszym wieku byli w zdecydowanej przewadze. Bo wyprawa do Krainy Baśni jest wyprawą dla osób w każdym wieku. W końcu w każdym z nas drzemie dziecko. Doskonale zaprojektowany, perfekcyjnie zrealizowany spektakl jest fascynującą półtoragodzinną rozrywką, o czym najlepiej świadczą tłumy odwiedzające pacanowski ośrodek niezależnie od pory roku. Odwiedzając Centrum Bajki dzień przed wigilią czekaliśmy na wejście zaledwie godzinę. Wolę nie myśleć, co dzieje się tutaj w sezonie – wcześniejsza rezerwacja biletów jest absolutną koniecznością. Więcej informacji na stronie Europejskiego Centrum Bajek.
1 stycznia 2019 Pacanów po ponad 150 latach odzyskał prawa miejskie. I nie będzie ani odrobiny przesady w stwierdzeniu, że stało się to za sprawą Koziołka Matołka.



niedziela, 23 września 2018

Worek Bieszczadzki – królestwo dzikiej natury

Słodko-gorzkie refleksje z wyprawy do Worka Bieszczadzkiego

   Przebywając na kilkudniowym urlopie w okolicach Przemyśla postanowiliśmy wybrać się na krótki, jednodniowy wypad w Bieszczady. Tym razem jednak nie chodziło o wędrówki malowniczymi połoninami, leniwy relaks nad Zalewem Solińskim, czy przejażdżkę drezynami rowerowymi w Uhercach Mineralnych (swoją drogą jest to wyjątkowo miły sposób poznawania Bieszczad – serdecznie polecam). Tym razem postanowiliśmy zwiedzić najdzikszy z dzikich zakątków Polski – tak zwany Worek Bieszczadzki.

   Pierwszym przystankiem na nasze trasie był Chreptiów. Ten nawiązujący kształtem i wystrojem do sienkiewiczowskiej stanicy ośrodek turystyczny, to ostatni przejaw cywilizacji w regionie. Swoją drogą ośrodek ( hotel, restauracja z przyległymi terenami zielonymi i stawami) zrobiły na nas ogromne wrażenie. Jak za skinięciem czarodziejskiej różdżki przenieśliśmy się w minione wieki , pełne wąsatych sarmackich rycerzy trzymających straż na Dzikich Polach . To nic, że postacie gipsowe, a Chreptiów jest dziełem fantazji współczesnych architektów. Jest nastrój, koloryt i to się liczy. A na dodatek z Chreptiowa rozciągają się przepiękne widoki na leżące w oddali pasma Bieszczad. Bezcenne przeżycie.




 Wzmocnieni kawą u Pana Michała pojechaliśmy dalej w kierunku na Muczne, Tarnawę Niżną, Tarnawę Wyżną aż do Bukowca . Początkowo droga całkiem znośna, wąska, kręta, ale o dobrej nawierzchni. Zabudowania pojawiają się sporadycznie, za to dzika natura otacza nas ze wszystkich stron. Wyjątek stanowi Muczne z dość ładnym ośrodkiem turystycznym, kilkoma zabudowaniami i grupą leniwie snujących się turystów. Dalej jest coraz ciekawiej. Mijamy Tarnawę Niżną , wieś z samotnym sklepem, karczmą w stylu lat 70-tych ubiegłego wieku (za to z przepysznymi pierogami) i punktem informacji turystycznej w którym wszyscy ci, którzy planują zwiedzanie torfowisk w okolicy nieistniejącej już wioski Tarnawa Wyżna powinni wykupić bilety wstępu
uprawniające do wejścia do rezerwatu. Po drodze mijamy kilka lokalnych atrakcji - starannie oznakowanych, ale bynajmniej nieobleganych przez tłumy turystów : rezerwat żubrów, żeremia bobrów (na zdjęciu punkt obserwacyjny na rozlewiska z bobrami), hodowlę konia huculskiego (możliwość wykupienia jazdy w teren za śmieszną kwotę 50 PLN), czy skansen - potażownię (urządzenia i instalacje do wypalania węgla drzewnego i produkcji potażu)

   Torfowiska stanowią największa atrakcję w regionie. O ich unikatowym charakterze stanowi ich położenie na wysokości 670-678 n.p.m. - są to jedyne w Polsce torfowiska znajdując się na tak dużej wysokości. Łatwe do zwiedzania, dzięki wygodnym drewnianym ścieżkom – pomostom przecinającym oba płaty torfowisk.





Naprawdę warte są obejrzenia. Unikatowa roślinność bagienna: borówka bagienna, borówka brusznica, bażyna czarna, żurawina błotna, turzyca skąpokwiatowa, bagno zwyczajne, rosiczka okrągłolistna przeplata się z borem bagiennym tworzonym przez brzozy, świerki i sosny. Znaczną powierzchnię torfowisk zajmuje tzw mszar,  czyli zbiorowisko roślinne o kępowej naturze, w którym dominują mchy torfowce.






   Na spacer po torfowisku trzeba zarezerwować sobie ok. 1-1,5 godziny. Na pewno nie będzie to stracony czas. Z parkingu przy torfowisku roztacza się malowniczy widok na bieszczadzkie szczyty: północno-wschodnie stoki Halicza (1333 m n.p.m.), Wołowy Garb (1248 m n.p.m.), Kopę Bukowską ( 1320 m n.p.m.) Krzemień ( 1335 m n.p.m) i Bukowe Berdo (1311 m.n.p.m.)

Wstęp do rezerwatu płatny (bilety kupujemy w Tarnawie Niżnej, w rezerwacie nie ma kasy). Cena biletu 6 PLN/osoba.
Za rezerwatem droga staje się zdecydowanie gorsza, powoli zamieniając się w szutrową, pełną kolein i dziur. Ostatnim etapem naszej podróży jest Bukowiec – nieistniejąca już wioska, po której jedynymi pozostałościami jest cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej. Jeżeli chcemy kontynuować zwiedzanie musimy pozostawić samochód na dość obszernym i tłocznym parkingu. Dalej tylko pieszo lub rowerem. Potencjalnym celem wyprawy może być nieistniejąca już po polskiej stronie granicy miejscowość Sianki z grobem hrabiny Stroińskiej i źródła Sanu (w rzeczywistości jest to jedynie dopływ Sanu, źródła Sanu znajdują się po stronie ukraińskiej). Niestety, późna pora dnia uniemożliwiła nam pieszą wyprawę do Sianek – w końcu to ładnych kilka godzin marszu. Będzie więc powód aby ponownie odwiedzić te malownicze miejsca.
   W tytule naszą wyprawę nazwałam słodko-gorzką. Bo rzeczywiście taki był jej smak. Z jednej strony niewyobrażalne piękno bieszczadzkich krajobrazów, potęga otaczającej nas dzikiej natury, przyrody, ciszy, oddalenia od codzienności, z drugiej gorzka refleksja nad przemijaniem,
zapomnieniem, niestałością. Tereny, które opisuję, przed II wojną światową tętniły życiem. Liczne fabryki, wykorzystujące miejscowe surowce, zaludnione wsie i miasteczka, kurorty, takie jak Sianki z licznymi domami wczasowymi, teatrem i skocznia narciarską, trasa kolejowa - wszystko to odeszło w zapomnienie. O dawnej świetności tego regionu świadczą jedynie cmentarze, ruiny wsi czy jakże charakterystyczne przęsła mostów - pozostałość po nieistniejącej już trasie kolejowej.



   No cóż – wyprawa okazała się piękna, zachwycająca niezwykłym bogactwem przyrody, ale także głęboko refleksyjna . Po prostu słodko-gorzka..

niedziela, 29 lipca 2018

Regulice k. Alwerni – Lokalna Kolej Drezynowa

Super zabawa dla całej rodziny

   Nie ma bardziej przygnębiającego widoku niż zapomniane tory kolejowe wiodące do … nikąd.
A torów takich nie brakuje w Polsce. Dlatego na duży podziw i szacunek zasługują pasjonaci, którzy chcą i potrafią zagospodarować dawne torowiska, dworce kolejowe, kolejową infrastrukturę, przywracając życie starym szlakom, urządzeniom, taborowi. Często ich pomysły są nieszablonowe, ale podstawowy cel jest osiągnięty – tory znowu wiodą nas w nieznane, ku nowej przygodzie.

   Lokalna Kolej Drezynowa w Regulicach to kolejna po bieszczadzkiej i wielkopolskiej inicjatywa wykorzystania nieużywanych , starych torowisk wiodących malowniczymi zakątkami kraju. W przypadku Lokalnej Kolei Drezynowej są to malownicze jurajskie parki krajobrazowe rozciągające się wokół Alwerni. Do uruchomienia Lokalnej Kolei Drezynowej w Regulicach wykorzystano infrastrukturę nieczynnej linii kolejowej 103 Trzebinia – Wadowice, którą wybudowano w roku 1899. Po ponad stu latach funkcjonowania, w roku 2002 wstrzymano na niej ruch osobowy, a rok później również towarowy. Teraz, zamiast kolejowych lokomotyw i wagonów kursują po niej żółte wagoniki drezyn rowerowych.
    Przejażdżki odbywają się na dwóch trasach:11,2 kilometrowej Regulice – Nieporaz – Alwernia - Regulice oraz krótszej, 7 kilometrowej na trasie Regulice – Winnica-Alwernia-Regulice. Skład „pociągu” to pięć czteroosobowych drezyn napędzanych siłą mięśni pasażerów. I od razu ważna informacja: nie trzeba być kolarzem-wyczynowcem, aby wprawić w ruch drezynę – to naprawdę niewielki wysiłek – z zabawa przednia.

W okresie letnim „pociąg” kursuje co 1-2 godziny, jednak warto wcześniej zarezerwować bilety „on line” bo obłożenie na trasie spore.
Cena przystępna: 40 PLN za drezynę na krótszej trasie i 60 PLN na dłuższej.



Korzystając z okazji warto również poświęcić kilka chwil na zwiedzenie w pobliskiej Alwerni, a dokładniej okolic wzgórza Podskale (317m n.p.m.) będącego częścią Grzbietu Tenczyńskiego. Wzgórze to pocięte jest licznymi wąwozami lessowymi, z których najgłębszy ma ponad 20 m głębokości. Wzgórze porośnięte liściastym starodrzewiem wieńczy barokowy zespół klasztorny o.o. Bernardynów pochodzący z XVII i XVIII wieku. Pomimo wielokrotnych przeróbek, wnętrze kościoła zachowało swój wczesnobarkowy charakter. Na szczególna uwagę oprócz ołtarza głównego zasługują: ambona z II połowy XVIII wieku, grobowiec rodziny Szembeków z początków XiX wieku oraz XVIII -wieczne sarkofagi rodziny Korycińskiech.


poniedziałek, 23 lipca 2018

Puszcza Pszczyńska – na spotkanie z żubrem

„Zróbże minę uprzejmą żubrze”

    Wszystkim nam żubr kojarzy się nieodłącznie z Puszcza Białowieską. I słusznie. Jednak niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że udana restytucja żubra nie byłaby możliwa bez żubrów z Puszczy Pszczyńskiej.

   Ale najpierw kilka słów o samej Puszczy Pszczyńskiej. Aktualnie Puszcza rozciąga się na powierzchni około 25 tys. ha i jest częścią zwartego pasa lasów o szerokości 20–30 km, które ciągną się od Kędzierzyna do Oświęcimia. Lasy te stanowią ostoję dla wielu gatunków dziko żyjących zwierząt: żubrów, jeleni, danieli, dzików, wilków, lisów czy borsuków. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku Puszcza Pszczyńska, będąca dobrami księcia von Hochberg, sięgała na północy do południowych dzielnic Katowic: Murcek, Kostuchny i Podlesia. Stary drzewostan liściasty, spotykany w wielu miejscach w lasach murckowskich jest pozostałością tamtych czasów . Rozwój przemysłu, postępująca urbanizacja przyczyniły się do ograniczenia obszaru Puszczy Pszczyńskiej do terenu obecnych nadleśnictw Kobiór i Pszczyna. Ale to nadal ogromne połacie leśne.

Pszczyńskie żubry – historia i teraźniejszość

   W 1865 roku książę Jan Henryk XI von Hochberg - pierwszy łowczy w cesarstwie - sprowadził do pszczyńskich lasów żubry, które miały uświetnić polowania organizowane dla koronowanych głów z całej Europy. Żubry te były rezultatem wymiany z carem Aleksandrem II. Za 20 jeleni z Puszczy Pszczyńskiej otrzymano 4 żubry z Puszczy Białowieskiej. Do leśnictwa Wygorzele w Nadleśnictwie Murcki sprowadzono wtedy koleją 1 byka i 3 krowy w wieku 3-4 lat. Rok później zostały one przeniesione do zwierzyńca Oberforsten o powierzchni 600 ha . W roku 1891 zwierzęta zostają umieszczone w zwierzyńcu Niederforsten, bytując na powierzchni 11 tys. hektarów. Był to kompleks obejmujący tereny od Cielmic do Jankowic. Hodowla miała charakter półwolny, z niekontrolowaną reprodukcją i okresowym dokarmianiem żubrów zimą.
Do roku 1918 przypada jeden z najkorzystniejszych okresów hodowli. Następuje ilościowy rozwój stada, które w roku 1918 liczy 74 osobników. Jednak już kilka lat później stado praktycznie przestaje istnieć. W latach 1918 – 1921 na żubry polują kłusownicy, żołnierze wojsk alianckich pilnujący porządku plebiscytowego i powstańcy. W kwietniu 1921, tuż przed wybuchem trzeciego powstania śląskiego w lasach pszczyńskich pozostało zaledwie 5 osobników. Niestety, powstanie przetrwały jedynie trzy żubry : dwa młode byki: Platon ( z powodu ran niezdolny do rozrodu) i Plebejer oraz 18 letnia krowa Planta. Zwierzęta zostały okaleczone , jednak pod troskliwym okiem opiekunów hodowla doczekała się potomstwa tej pary. Były to byczki Plunder i Platen oraz jałówka Plaqutte. To od nich wywodzi się linia pszczyńska żubrów z imionami rozpoczynającym się od PL, zaś byczek Plisch z pszczyńskiej hodowli dał początek stadu w Puszczy Białowieskiej.  Do wybuchu II Wojny Światowej pszczyńskie stado rozwijało się pomyślnie. W roku 1939 liczyło 24 osobniki. Lata wojny nie przetrzebiły nadmiernie stada.



   W roku 1945 siedemnaście żubrów pszczyńskich zamieszkało w zaledwie 3 hektarowej zagrodzie, stopniowo powiększanej do obecnych rozmiarów – 700 hektarów. Zimą roku 1953 stado całkowicie wymiera na skutek pryszczycy. Przerwa w hodowli trwa ponad półtora roku W roku 1955 przyjeżdżają do Puszczy Pszczyńskiej żubry z Niepołomic, Smardzewic i Białowieży. Następuje odbudowa i stabilizacja stada liczącego obecnie ok 50 osobników. W roku 1996 powołano rezerwat Żubrowisko . Następuje rozbudowa infrastruktury hodowlanej w tym zagrody kwarantannowej, a w  roku 2016 zagrody pokazowej widocznej na zdjęciach , na terenie której bytuje stale od 5 do 7 osobników.

   Rezerwat Żubrowisko w Jankowicach ( z trasy Katowice-Bielsko Biała odbijamy w Pszczynie w lewo w kierunku Bieruń ) czynny jest w okresie letnim w godzinach 10-17 o okresie jesienno-zimowym w godzinach 10-16. Wstęp jest wolny, a  brak tłumu zwiedzających pozwala w pełni cieszyć się pięknem dzikiej puszczańskiej natury.
  Więcej informacji o rezerwacie na stronach Nadleśnictwa Kobiór

   Odwiedzając jankowickie żubry warto zajrzeć również do otwartej w roku 2008 zagrody pokazowej żubrów mieszczącej się nieopodal parku pałacowego w centrum Pszczyny. Zagroda ma formę mini -zoo, gdzie oprócz żubrów można obserwować inne gatunki zwierząt zamieszkujących Puszczę Pszczyńską. Są to jelenie, daniele, dziki, ale także pawie indyjskie, gęsi łabędzionose i egipskie , czy bażanty diamentowe. Największą atrakcją Zagrody Pokazowej jest rytuał  karmienia żubrów, który odbywa się regularnie co 2 pełne godziny. W zagrodzie, niestety, obowiązują opłaty : 14 PLN /osoba , a tłum odwiedzających, hałas i rwetes nie zawsze sprzyjają podziwianiu tych, jakże pięknych i majestatycznych zwierząt.

niedziela, 11 stycznia 2015

Afrykarium - egzotyczny świat obok nas

Wyprawa do wrocławskiego ZOO


W ostatnich tygodniach 2014 roku wrocławskie zoo ( ulubione miejsce naszych wypraw, do którego jeszcze zapewne niejednokrotnie wrócimy) wzbogaciło się o nową niezwykłą atrakcję - Afrykarium. Ten ogromny kompleks basenów ( w sumie 19 basenów wewnętrznych plus baseny zewnętrzne) i wybiegów prezentuje zwiedzającym w niezwykły sposób faunę i florę najbardziej charakterystycznych przyrodniczo regionów Afryki: Morze Czerwone, Kanał Mozambicki, Wybrzeże Szkieletów w Namibii, rzekę Nil, krainę Wielkich Rowów Afrykańskich czy w końcu dżunglę dorzecza rzeki Kongo. Możemy podziwiać niezwykły podwodny świat w wiernie odtworzonym środowisku poszczególnych ekosystemów. Ogromne akweny wodne zapełniają bajecznie kolorowi mieszkańcy raf, głębin morskich, rzek czy jezior. W sawannie czy dżungli możemy podziwiać zwierzęta lądowo-morskie, lądowe, ptaki , gady. Spotykamy wiele gatunków zwierząt zagrożonych wyginięciem oraz zwierząt, których dotychczas nie mieliśmy możliwości oglądać w żadnym innym ogrodzie zoologicznym w Polsce. Wdzięczne antylopy dikdik, pingwiny toniec , kotiki, łagodne olbrzymie manaty, żarłoczne rekiny, mureny, płaszczki, krokodyle to tylko kilka przykładów zwierząt jakie możemy podziwiać w Afrykarium.











Niezwykle ważny aspekt poznawczy schodzi jednak na dalsze tło w porównaniu z doznaniami estetycznymi zwiedzających. Przedstawiane ekosystemy dopracowane są architektonicznie i wizualnie w najdrobniejszym detalu ( począwszy od kolorystyki, poprzez użyte materiały czy grę światła). Żaden szczegół nie zakłóca zwiedzającym odbioru wszystkimi zmysłami przebogatego świata afrykańskiej fauny i flory. Trudno się dziwić tłumom zachwyconych gości, którzy niezależnie od wieku jak zahipnotyzowani wpatrują się godzinami w obrazy za szybami akwarium (szczególnie niezwykłe wrażenie sprawia podwodny tunel, gdzie otoczeni z trzech stron wodą podziwiać możemy podwodne życie Kanału Mozambickiego).




Zwiedzając wiele ogrodów zoologicznych i oceanariów w całej Europie tradycyjnie szczególną uwagę zwracamy na warunki życia zwierząt trzymanych w niewoli, które są dla nas głównym kryterium oceny placówki. W przypadku Afrykarium warunki stworzone głównie morskim ssakom czy pingwinom są naprawdę znakomite. Ogromne, jak na  możliwości ogrodu zoologicznego baseny, czysta woda, doskonale przemyślana aranżacja wybiegów sprawiają, że warunki bytowania zwierząt są naprawdę znośne. Z czystym sumieniem możemy stwierdzić że wrocławskie Afrykarium w żadnym aspekcie nie ustępuje wiodącym placówkom tego typu w Europie.



Wyprawa do Afrykarium z Aglomeracji Śląskiej jest wyprawą jednodniową. Mimo sporej odległości podróż do Wrocławia nie zabiera dużo czasu ( 2,5 godziny łącznie ze znalezieniem miejsca parkingowego). Nie jest ona również specjalnie męcząca.  Na zwiedzanie Afrykarium zarezerwować musimy sobie minimum 2-3 godziny. Sporo czasu zaoszczędzimy kupując bilety do Zoo przez internet, gdyż szczególnie w sezonie letnim musimy liczyć się z długim oczekiwaniem w kolejce do kas biletowych. Co ważne wejście do Afrykarium nie wymaga zakupu dodatkowego biletu. Po wyjściu z Afrykarium możemy pozostałą część dnia wykorzystać na poznanie dalszych atrakcji Wrocławskiego ZOO.






A w kolejnym poście egzotyka na wyciągnięcie reki – czyli palmiarnia w Gliwicach.